W pewnym momencie niektóre kobiety szokuje fakt, że doszły do etapu, gdzie dosłownie toną w „powinnościach” i czują, że biegają z pustymi taczkami, bo nie mają czasu ich załadować. Ciągle w niedoczasie i z niekończącą się listą zadań, stale ważniejszych od własnych potrzeb. Tych rzeczy jest tak dużo, że na samą myśl jesteś zmęczona. Wiesz, że nie dasz rady przerobić wszystkiego.
Gubisz się w natłoku spraw do wykonania i nawet rzeczy, które miały Ci sprawić przyjemność (jak czytanie książki) stają się zadaniami do odhaczenia.
Sama się na tym złapałam. W pracy moje cele miały zawsze konkretny termin do wykonania (deadline’y i deadline’y) i mój mózg przyzwyczaił się do tego, że terminy są ważne. „Spowiadałam się” z nich. Do tego dochodziły spotkania, w ekstremalnych przypadkach 8 na 8 godzin pracy… Mój mózg zaczął się wreszcie buntować. Moje ciało też, bo zaczęłam mu serwować za dużą dawkę stresu. Nie robiłam sobie nawet konkretnych przerw, a obiad połykałam w 5 minut.
Ciągłe spotkania i zapchany grafik
Otwarty dostęp do mojego czasu (każdy mógł mi założyć spotkanie w dowolnym momencie), masa spraw, które musiałam i powinnam była załatwiać między spotkaniami, kontaktując się z zespołem, tak mnie przebodźcowała, że mój mózg zaczął mieć problem z odróżnianiem spraw ważnych od pilnych, pamiętał o tych wszystkich terminach i wpadał w panic mode… Gdy doszło do tego, że jednego dnia z samego rana złapał mnie atak lękowy, tuż po zakończonym kwartale działania na pełnej petardzie (o ironio w Prima Aprillis i wcale mi nie było wtedy do śmiechu) poczułam z całą mocą, że muszę zwolnić… Bo się wykoleję.
Już dawno wiedziałam, że multitasking i upychanie rzeczy w małą ilość czasu generuje mi niepotrzebny stres, a to kompletnie mi nie służy. Tylko co innego jest wiedzieć, a co innego to namacalnie poczuć przez ciało.
Nagła zmiana zasad gry
Wydawało mi się, że dbam o moje granice, a przynajmniej tak mi się wydawało, tyle tylko, że moje ciało miało wtedy co innego do powiedzenia…
No i z tego między innymi powodu zaczął się u mnie proces renegocjacji pewnych warunków. Warunków, które z zewnątrz i dla mojego mózgu wydawały się niezmienne i wyryte w kamieniu.
“No, ale jak mam zwolnić tempo jak ludzie są przyzwyczajeni do tego, co robię”
“Przecież nie przestanę chodzić na spotkania, no bo jak? Muszę wiedzieć co się dzieje.”„No, ale jak odejść z korporacji?”
“Muszę zrobić ten kurs po pracy, żeby się doszkolić”
Tylko gdy ciało panikuje i łapiesz z trudem oddech to takie rozumowe gadki totalnie przestają mieć sens. Nagle wiesz, że nic innego się nie liczy tylko to, żeby złapać równowagę z samą sobą. I nie masz większego priorytetu ponad to, żeby wsłuchać się w swoje ciało i zapytać czego tak naprawdę potrzebuje. Moje mi powiedziało: odpuścić.
Odpuścić sobie bycie na czas dla innych, robienie rzeczy ponad stan, przepracowanie, gonienie, bicie się w głowie, ulepszanie się, nadrabianie, nadproduktywność, żonglowanie zadaniami i poczucie bycia ciągle w niedoczasie.
Ściągnij z siebie odznakę grzecznej dziewczynki
Przypomniało mi się zjawisko przykładnej uczennicy, opisane w książce “Podejmij wyzwanie” Tary Mohr. W środku mimowolnie robiłam wszystko to, czego ode mnie oczekiwano (ehh ta sumienność i poczucie obowiązku), a nawet więcej, jakbym sama oczekiwała, że za wykonaną pracę dostanę piątki jak w szkole. Mimo zewnętrznego wyzwolenia i umiejętności stawiania granic często głęboko w nas siedzą wytresowane dziewczynki, które boją się uwag od nauczyciela.
[Choć aż się skręciłam jak to napisałam zostawiam ten akapit dla transparentności, bo wiem, że dużo kobiet może nieświadomie powielać ten sam schemat].
Tymczasem te dziewczynki mogą mieć dość i zbuntować się, bo nie chcą robić więcej niż inni… Mogą robić tyle samo co inni, na mądrości, ale nie kosztem siebie. Tu jest różnica.
No i tu właśnie o tę mądrość chodzi. Mądrość przesiania zadań i spotkań, które mogą odbyć się naprawdę bez Ciebie, odpuszczenia ich.
Gdy przymusowo wzięłam wolne tamtego dnia, bo wiedziałam, że nie dam rady wtedy pracować, miałam wtedy cztery ‘ważne’ spotkania. Trzy z nich odbyły się bez mojego udziału, jedno zostało przesunięte. No i tu jest ta esencja życia.
Nawet jak Cię nie ma, ludzie się do tego dostosowują. Bo muszą. To powszechna iluzja, którą serwuje nam nasz mózg, że musimy być zawsze i wszędzie dla każdego.
Naprawdę krokiem milowym jest danie sobie przyzwolenia na to, by renegocjować to, co wydaje się nie do ruszenia. Najpierw w swojej głowie (nie czekaj na niezbite argumenty od ciała), a potem ze światem.
Uwalnianie siebie z przepracowania
Moja droga do odpuszczania nie odbyła się w ciągu jednego dnia. Musiałam świadomie zwracać uwagę na te dotychczasowe wyzwalacze i zacząć na nie inaczej reagować. Zaczęłam sobie robić stałe przerwy. I jeść obiad przez 15 minut, a nie w 5. Nie zdawałam sobie sprawy jakie to może być trudne… Takie hamowanie.
Po kolejnych trzech miesiącach, ku zaskoczeniu wszystkich, złożyłam wypowiedzenie. Wiedziałam, że muszę się UWOLNIĆ od stresu, który wszedł mi w ciało i z frustracji ciągłym byciem zajętą. UWOLNIĆ się do czegoś nowego, do skupienia się na tym, co mi umykało jak tak ciągle goniłam.
Proces wygaszania roli globalnego kierownika marketingu w ciekawej i rozwojowej firmie, pracując ze świetnym zespołem był naprawdę trudny, ale i wyzwalający, bo całkowicie zrobiony w zgodzie ze sobą. Gotowość na zmiany to stan energetyczny i choć się bałam, każda moja komórka wiedziała, że już czas na nowe. Chociaż nie miałam pewności czym to nowe będzie.
Czas oskubywania się z oczekiwań innych
Jeśli czujesz się przepracowana, wypalona albo zmęczona na samą myśl o czekających Cię zadaniach i spotkaniach, to doskonale to rozumiem.
Jeśli jesteś ciągle w trybie działania i dawania albo brakuje Ci energii na bycie ze sobą, to czas, by zacząć coś zmieniać. Bo nic się nie zmieni jak sama nie dasz sobie pozwolenia na zmiany.
Wiem, że to nie jest proste, ale jest możliwe. Spójrz na siebie i zauważ, ile oczekiwań innych ludzi nosisz w sobie, a potem oskubuj się z nich, jeden po drugim. Czas na darcie pierza. Nie bój się kogoś rozczarować, zwłaszcza jeśli samej Ci niewygodnie z tymi oczekiwaniami i kłują Twoje ciało. Renegocjuj na własnych zasadach. Bez tego nic się nie zmieni albo dojdziesz do momentu, że będziesz ‘musiała’ się zmienić. Jak ja.
Moja wewnętrzna przykładna uczennica coraz bardziej staje się dziką dziewczynką, która szuka większej radości i łatwości w pracy i w życiu. Uwolniłam ją z przepracowania.
Tu mała rada od niej:
Przy obskubywaniu siebie z oczekiwań innych lepiej już przepraszać niż prosić o pozwolenie.
Możesz mieć dość pracy w obecnej FORMIE, ale to wcale nie znaczy, że masz rzucać wszystko
Pod sam koniec pracy w korpo, odrzucało mnie na samą myśl o marketingu. Tak bardzo byłam przebodźcowana strategiami, biegiem za nowościami i targetami do zrobienia. Ty też możesz mieć dość swojej pracy w obecnej FORMIE, ale to wcale nie znaczy, że masz totalnie zrezygnować ze swojej specjalizacji.
Jeśli chcesz więcej wolności, jasności jak pracować łatwiej i mądrzej, szukasz łatwiejszych sposobów na pracę jako terapeuta, trener, pedagog czy inny specjalista (również jako alternatywa dla korporacji) to zapraszam do mojej oferty. Mam nadzieję, że razem uwolnimy Cię z przepracowania i pozwolimy na łatwiejsze pomaganie innym w wersji online.
Na początek zapraszam Cię do skompletowania ze mną własnej MINIMALISTYCZNEJ APTECZKI MARKETINGOWEJ, która:
- pokaże Ci, jakimi drogami warto chodzić po świecie online, a które sobie lepiej odpuścić, jeśli nie chcesz przepalać swojego czasu i energii na zbędne działania
- zapobiegnie temu, że zaczniesz rozmywać moc swoich lekarstw/ofert szukając po omacku klientów w sieci
- skróci Ci czas gdybania i pomoże wybrać Twoje autentyczne mocne składniki, w tym odnaleźć „złoto”, czyli Twój autentyczny wyróżnik w sieci



![Ktoś już oferuje w sieci usługi, które też byś chciała? [Jak radzić sobie z konkurencją]](https://mldp2rd3qjjv.i.optimole.com/w:400/h:250/q:mauto/rt:fill/g:ce/f:best/ig:avif/https://www.skubana.pl/wp-content/uploads/2017/03/jak-radzic-sobie-z-konkurencja.png)

0 komentarzy